Witaj,
strudzony wędrowcze! Co Cię tu zagnało, jak pragnę zdrowia?!
Ten
blog ma w adresie słowo wiersz. A kto teraz czyta wiersze,
oprócz uczniów w szkole? Tym bardziej, kto je w tych czasach
pisze?! Pewnie same zbuntowane dziewczynki, najczęściej z
gimnazjum, które czują się niezrozumiane przez świat i bez ładu
i składu wtłaczają w wersyfikacje swoje błahe problemy,
okraszając je nadmiarem grafomańczych środków.
Jestem
dwudziestoletnią dziewczynką.
Czy
czuję się niezrozumiana przez świat? Czasem na pewno, ale kto z
nas nie ma takich chwil.
Czy
mam błahe problemy? Myślę, że to kwestia subiektywna.
Czy
wtłaczam je w wersyfikację upstrzoną grafomaństwem? Poczytajcie i
oceńcie, ja zawsze na pytanie nauczycieli „jaką ocenę byś sobie
postawiła” dostawałam białej gorączki.
Co
można znaleźć w tym moim małym kawałku internetu?
Wiadomo,
jak wierszokleta to wiersze.
Wszystkie,
jakie piszę? Dobry żart, wierszokleto. (zaczynam mówić do siebie,
nie jest dobrze)
Publikowanie
wierszy jest dla mnie dwojako problematyczne. Pierwszy, banalny
problem to blokada i brak wiary w siebie tudzież w powodzenie moich
przedsięwzięć. Sztampa. Ale jak już sobie człowiek coś tam
skrobie od jakiegoś czasu, to ile można, cytując mojego kolegę z
roku, czekać na recenzję od gadającej szuflady?
Drugi
problem ma związek z charakterem liryki jako takiej. Otóż jest ona
najbardziej osobistym dla autora rodzajem literackim (Matulu, pojawił
się termin z lekcji polskiego. Ale nie uciekajcie, proszę!). Są
wiersze na tyle dla mnie osobiste, dotykające na tyle prywatnych
spraw, że póki co nie opublikowałabym ich. Ale o tym planuję
napisać osobny post, bo ludzie zobaczą taki długaśny pierwszy
wpis i uciekną, a nawet jeszcze nie widzieli terminu dwie linijki
wyżej!
Poza
wierszami, tytułowe bzdety - o wierszach. Inspiracjach,
przemyśleniach, koncepcjach zrodzonych w mojej grafomańczej główce,
problemach natury formalnej lub nie, jakie napotykam jako właściwie
początkujący jeszcze wierszokleta. W formie komentarza, eseju (albo
raczej pseudoeseju, bo żaden ze mnie intelektualista), może
felietonu. Także rysunku, bo ostatnio obudził się we mnie
rysownik, uśpiony od momentu, kiedy zdałam sobie sprawę, że od
dziecka byłam okłamywana, że umiem rysować. Jak nazwa sugeruje,
humorystycznie, z przymrużeniem oka, ale pewnie nie zawsze. Może
nawet bzdetów będzie więcej niż wierszy, no bo kto czyta wiersze?
A lifestylowe vlogi typu patrzcie,
idę do kina cieszą się powodzeniem, więc może blog
typu patrzcie, nie mam weny też się sprawdzi?
Last
i chyba tym razem least, coś na tematy marynistyczne, czyli o
przysłowiowej dupie Maryni (Co ta biedna Marynia komu zrobiła, że
się wszyscy jej dupą posługują?) a może także o sprawach
ważnych, ale nie związanych z poezją. A nuż popełnię jakieś
tłumaczenia, na lingwistyce w końcu jestem.
Takie
przynajmniej jest założenie tego bloga. A co z tego wyjdzie,
zobaczymy.
Jeżeli
nie zabił Was mój brak zwięzłości i umiłowanie wtrąceń w
nawiasach, dziękuję za uwagę i zapraszam do dalszej lektury :) W
najbliższym czasie postaram się wrzucić jakiś post.
Z
ucałowaniem ekranu,
Zuza
I
jeszcze odrobina prywaty:
ZOBACZ
OLGA, WYSZŁAM Z SZUFLADY, BĄDŹ DUMNA! :D
Już.
Już.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz