Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiersze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiersze. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 października 2017

Ciepło

Jesień przyszła. Dla wielu oznacza to tyle co zimno, szaro, deszcz i depresja. Trzeba więc z tą jesienią sobie jakoś radzić.

Sposobów istnieje wiele. Te najlepiej działające w moim przypadku to na przykład jakiś gorący napój i dobra książka czy wiersz, albo posiedzenie z Wenem - może być pisanie smutno-jesiennego wiersza, aby ów jesienny smutek chociaż w części przelać na papier. Kiedyś taki wiersz nawet zaczęłam skrobać, nieźle się zapowiadał, ale został niedokończony.

Ale moim zdaniem najlepszy sposób na jesienną chandrę to bliskość drugiej osoby. Kogoś, kto jest dla nas ważny i jego obecność działa jak mały grzejniczek, który ma magiczną właściwość ogrzewania serca. Takim kimś może być każdy - nie tylko nasza druga połówka, ale i przyjaciel od lat, ukochana babcia, brat bliźniak czy wierny pies. 

Ja jednak mój wcale nie jesienny, ale natchniony takim właśnie ciepłem wiersz napisałam na początku mojego związku z osobą, która ma w sobie niezmierzone pokłady owego ciepła. Z osobą, której obecność w moim życiu chyba na zawsze przekreśliła szanse dokończenia wspomnianego wcześniej depresyjnego jesiennego wiersza. Bo czuję, że jesienna depresja już nie jest mi straszna, a moje serce jest i będzie ogrzewane przez zaczarowany grzejniczek umieszczony dokładnie pod sercem owej Osoby.

I tak oto, w dzień, kiedy mija równo pół roku, od kiedy wspomniana Osoba na własne życzenie wpakowała się w użeranie się ze mną jako ze swoją oficjalną dziewczyną, wstawiam poprzedzone nieproporcjonalnie długaśnym wstępem to oto moje dziełko, mając nadzieję, że chociaż część ciepła, które czuję w sobie, przez te kilka wersów trafi i do Was i pomoże Wam przetrwać nadchodzącą jesień. I zimę. A ma być zima stulecia, więc tym bardziej!


Ciepło

                                        Filipowi

Miły, oswojony mrok
Oprósza oczy snem a ciało otula ciepłem
Głowa miękko złożona na pościeli
W półśnie przywołuje Ciebie
Wtula się w puch
A nieświadomy uśmiech z wolna wypływa na usta

Oswoiłam Cię
Przynosisz ukojenie i ciepłem otulasz serce
Wtulając sie w Ciebie
Uśmiecham się całkiem świadomie
Dziękując że jesteś

                              (9 kwietnia 2017)

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Posłuchaj deszczu

Skończyłam sesję. Z tej okazji nie mam zamiaru po raz milionowy zarzekać się przed samą sobą i przed przypadkowymi czytelnikami (bo jestem zbyt leniwą bułą pozbawioną zapału, aby pisać na tyle często, by mieć czytelników stałych), że będę zaglądać tu częściej. Powinnam po prostu to zrobić, do czego w najbliższym czasie będę miała sprzyjające warunki. Zobaczymy.

Od  razu zapowiem, że rozważam popełnienie komentarza do wiersza. Może pojawić się tu w przeciągu paru dni, ale nie chcę nic obiecywać, bo nie jestem pewna czy rzeczywiście chciałabym coś do niego dodać. Po raz kolejny, zobaczymy.

Z okazji zakończonej sesji wstawiam natomiast wiersz. Wiersz, którego głównym tematem nie jest bynajmniej sesja, ale został napisany w jej trakcie, kiedy to zmęczona nauką podeszłam do okna i postanowiłam zrobić dokładnie to, co mówi tytuł wiersza.

Życzę przyjemnej lektury :)


Posłuchaj deszczu

Zaciskasz dłonie, powieki, wargi
Przeciążony jak to biurko kartkami
Egzamin. Pięć. Zaraz.
Świat. Skandal. Zamach. Policja.
Praca. Szef. Termin.

Zostaw.
Usiądź.
Posłuchaj deszczu.

Posłuchaj
Krople poruszają żyłki - struny liści
Subtelnie stukocą w okuty blachą murek
Szepczą muskając się wzajem poruszane wiatrem
Grają.

Grają
Przygłuszoną sonatę wyciszenia

Malują
Ślepcowi i śpiącemu
W miejsce miasta pejzaż puszczy
Kojącej szmerem, szumem, szelestem..
Słuchaj
Posłuchaj deszczu.

sobota, 6 maja 2017

The end of

Polegamy na elektryczności i technologii.
Bazy danych pacjentów. Serwery międzynarodowych stron www. Nośniki pamięci. Oprogramowania wspomagające pracę grafików, tłumaczy, architektów. Prace zaliczeniowe studentów pisane w edytorach tekstu, wysyłane mailem. Zdjęcia przechowywane na twardych dyskach, nigdy nie wywołane. Listy zakupów w notatkach w smartfonie. Radio w kuchni. Oświetlenie mieszkania. Woda na herbatę w czajniku elektrycznym.
Pomysł na ten wiersz, natchniony postawą jego adresatki, narodził się z prostej refleksji: a co się stanie, jeśli to wszystko pierdolnie?


The end of

                                                                           Oldze

Przyjdzie dzień, gdy zniknie całe zasilanie świata
I Palec Boży zmiecie monumentalne elektrownie
Hiperbezpieczne serwery wypikają
Rapsod żałosny
Pokoleniu, po którym nic nie zostanie

W FBI uruchomią zagrzebane w archiwach procedury
Lub uciekną się do najpierwotniejszej formy komunikacji
Tej, którą każdy zaczyna życie
A niektórzy je kończą

Gdy chaos wycieknie na ulice jak dane
Drzwiami i oknami
Dziesiątych pięter

Gdy w braku telefonów politycy
Będą plątać się po ulicach jak kable
Gdy rozgardiasz zaszumi przegrzany jak twardy dysk



Przyjedziesz do mnie rowerem
Wyciągniesz gitarę z futerału
Ja zapalę jaśminowe świeczki
I wyciągnę zeszyty z szuflady

piątek, 17 lutego 2017

Wiersz biały

Oto wróciłam.
Pokonałam potwora na S., nawet zdałam wszystko i to nawet z całkiem zadowalającymi wynikami. Od czasu mojego ostatniego posta zdążyłam również spożytkować tydzień ferii na życie towarzyskie oraz pracę, po czym pochorować się na zapalenie gardła oraz ucha.

Muszę przyznać, że w owym wolnym czasie zaniedbałam moją twórczość około- i czysto poetycką. Mój Wen bowiem był zajęty natychaniem mnie do całkiem innego zajęcia - rysowania. Inspiracji dostarczył mi kolega z pracy, który to od pewnego czasu pasjonuje się formą rysunku zwaną doodle art, i jak widać udało mu się zyskać sympatyka w mojej osobie. Chodziło mi nawet po głowie, żeby wstawić tu kilka moich bazgrołków (nie jest to stricte doodle art, ale takie cuś) ale stwierdziłam, że nie ma to większego sensu, bo nijak nie ma to nic wspólnego z tematyką bloga, a właściwie przydałoby się mieć tu trochę więcej, niż jeden łysy wiersz.

Oto i wiersz.
Wiersz napisany na ławce w parku, podczas powrotu do domu w pewne majowe popołudnie. Wiersz napisany całkiem spontanicznie, pod wpływem otaczającej mnie przyrody, pod wpływem chwili i w jedną chwilę, za jednym podejściem, nie poprawiany później, nie wzbogacony o ani jeden detal.


Wiersz biały

Siedzę w parku i piszę wiersz
Biały jak ten puch opadły z topoli
Ptasie ballady w odmętach gałęzi
Szum liści
Ulica śpiewająca w oddali jak te ptaki
Zakątek prawie poza światem
I nastrój burzy jedynie ekran mojego smartfona
Bo nie wzięłam ze sobą zeszytu

Z boku patrzy posąg dawnych męczenników
Postawiony ku pamięci
Patrząc na zmorzone wiecznym snem stare gazownie
Chciałabym tu zostać na dłużej

Choć do szczęścia zdałby się jeszcze ktoś
Do wspólnej kontemplacji topolego puchu i starych gazowni
Jest miło
Ławka staje się ustroniem
Rozrosła brzoza niedowidzącym strażnikiem ciszy
Którą z rzadka zmąci ktoś nieproszony

Jak pobliski mur rozpada się poczucie czasu
I trzeba już wracać
Do hałasu codzienności
(Już teraz wrony zdają się krakać głośniej
Nawołując mnie do powrotu)

Więc żegnajcie gazownie, ławko i ty, stara brzozo
Dziś posiadłam was jak Chopin swą wierzbę czy Kochanowski swój Czarnolas
Powrócę być może niedługo
Sklecić kilka nowych zdań, może tym razem rymowanych

A może z kimś innym za rękę
A może jednak pozostawię to miejsce moim
Żegnajcie więc gazownie, ławko i brzozo
Powrócę

środa, 16 listopada 2016

Dobranoc

Zacznę publikowanie po Bożemu, od wiersza. Żeby nie było, że niby poeta-wierszokleta, a wiersza ani pół.

Właściwie ten wiersz nie ma określonego adresata, ale pozwolę sobie zadedykować go osobie, której kilkakrotnie wysyłałam wiersze na dobranoc, ot, na dobry sen. Oczywiście nigdy do tej pory swoje.



Dobranoc


Dobranoc
Niech muzyka sfer niebieskich do snu Cię kołysze
Wplatając swe akordy w nieprzebraną ciszę

Niech oczy Twe odpoczną w mlecznej powiek pierzynie
Jak księżyc osłonięty chmurką, co przypłynie

Niech oddech Twój się stanie spokojny i miarowy
Jak fale oceanu przed nastaniem nowiu

Niech Twoja myśl odpłynie w piękny kraj spoza świata
Jak na uśpioną łąkę słowik w noc przylata

A jutro zbudź się z sercem harmonią wypełnionym
By zacząć dzień z uśmiechem patrząc w nieboskłony