Uwaga uwaga, nadchodzi pierwsza (być może będą kolejne) durna koncepcja autorstwa Zuzanny B.
Zdarzyło mi się ostatnio w moim poście wstydu wspomnieć o takim zjawisku jak Wen.
Co to takiego, taki Wen*? Otóż jest to byt niematerialny, który przechadza się po tym łez padole i ma osobliwą właściwość, mianowicie natycha (to jest - prowokuje do działalności artystycznej) danego przedstawiciela grupy szeroko pojętych twórców - poetów, pisarzy, kompozytorów, malarzy, rzeźbiarzy w mydle, rysowników komiksów etc.
Mówiąc ogólnie, pożyteczne zwierzę z takiego Wena. Przyjdzie, pomoże skrystalizować wizję, dobrać odpowiednie słowo, zrymować coś ładnie. Trzeba przyznać, gdyby nie ten Wen, to człowiek na uszach by stanął a wierszydła nie napisał.
I jak już tak natchnie, to wszystko cudnie. Tyle tylko, że jest pewien szkopuł. Nasz Wen jest trochę jak Posterunkowy z Rodziny zastępczej - nigdy nie wiesz, kiedy wprosi się na herbatę. Albo do wanny (to częste u mnie). Nic go nie obchodzi, że masz jutro kolokwium z gramatyki albo że akurat jedziesz zatłoczonym pociągiem, a pan po lewej cały czas gapi się na Ciebie, co jest mało komfortową sytuacją, żeby wyjąć zeszyt i zacząć tworzyć. A potem, tak samo niespodziewanie jak wpadł, ucieknie, zostawi Cię z niedokończoną strofą i nawet nie powie "Zadzwonię". I tu nasza osobista tragedia, drodzy Twórcy, polega na tym, że jak nie złapiemy takiego Wena od razu, tylko stwierdzimy Jej, ale super pomysł, zrobię to, jak tylko będę mieć chwilę czasu! to w tym momencie, w większości przypadków, nasz super pomysł został utracony, bowiem Wen w swojej wrednej naturze nie będzie czekał na moment, w którym twórca znajdzie się w sprzyjających warunkach.
Przyczyny tak karygodnego zachowania naszego niematerialnego kolegi pozostają niepojęte. Może tak poinstruowała go Opatrzność, a może po prostu bestia ma nieznośny charakter i akurat w danej chwili miała taki kaprys. Kto wie? Ja nie, ale w pewnym momencie przyszła mi do głowy następująca koncepcja:
Taki jeden Wen, to (brzydko mówiąc) obskakuje kilku twórców. No a Wen, jakkolwiek materialny nie jest, to się nie rozdwoi, bo nie może albo mu się nie chce. Więc najpierw przychodzi do poety Iksińskiego, potem do malarki Igrekowskiej, a potem do kompozytora o wdzięcznym nazwisku Zet. Ilość czasu, jaki spędzi przy danym twórcy zależy tylko od Wena we własnej osobie. Więc jeśli twórczość artystyczna to ostatnie, w czym sie odnajdujesz, to pewnie dlatego, że dzielisz Wena z jakimś współczesnym Chopinem czy innym Witkacym, który szczęśliwie go przetrzymuje, i nie można mu nawet za to dać w twarz, bo przecież nie ma na to wpływu. Sorry Vinetou. W takim przypadku pędź zostać inżynierem albo informatykiem, i finansowo na pewno wyjdziesz na tym lepiej, niż jakiś podrzędny wierszokleta, któremu Wen każe dołożyć swoją cegiełkę do nieobjętego labiryntu internetu.**
Jeśli natomiast zajmujecie się czymś co wymaga szeroko pojętego natchnienia, założę się, że mieliście z humorami tej kreatury do czynienia przynajmniej raz. A obstawiałabym, że jednak więcej. Daje w kość, zgodzicie się? Ale cóż możemy zrobić? Pozostaje nam chyba tylko przywyknąć do dziwnych zwyczajów naszego niematerialnego kolegi, bowiem, tak jak napisałam wcześniej, bez Wena to nawet taki Wieszcz ani be, ani me, ani Litwo, ojczyzno moja.
Pisząc zaczątki tego posta o wpół do trzeciej w nocy utwierdziłam się w przekonaniu, że mój Wen to świnia. Nie dość, że spać mi nie daje, to jeszcze każe pisać o sobie! Egoista.
_____________________
*albo Wena.
Płeć naszego duszka natychacza jest całkowicie umowna, w końcu nie jest cielesny. Mój na przykład w tajemniczy podświadomy sposób przekazał mi tę informację i po prostu wiem, że jest Wenem. Tu zaznaczam, że nie zależy to w żadnym stopniu od tego, czy preferujemy chłopców czy dziewczęta, przykładowo, mój znajomy twórca twierdzi, że ma Wenę, a na randki umawia się wyłącznie z chłopcami ;). Proszę nie mylić Wena/Weny z Muzą (albo.. Muzem?). To całkowicie odrębne pojęcia.
**Tutaj pozostaje jeszcze zagwozdka, czy umysły ścisłe przypadkiem też nie mają jakiegoś Wena? Może innego gatunku? A może to taki sam Wen? A właściwie, to świat nie dzieli się zero-jedynkowo na umysły ścisłe i humanistyczne, więc może to pytanie nie ma racji bytu. Jak najprędzej skonsultuję te kwestię z jakimś umysłem bardziej ścisłym niż mój, najchętniej przy dobrej kawie, piwie lub naleśnikach.
