O ile refleksja, że jestem beznadziejnym wierszokletą nachodzi mnie czasem i zależy od stanu ducha, ilości snu w nocy, dnia cyklu menstruacyjnego i kąta padania promieni słonecznych, to zdecydowanie mogę stwierdzić, że jestem beznadziejnym blogerem.
Nie ma to jak założyć bloga, napisać 2 posty, po czym nie wstawiać nic przez prawie miesiąc! Ciekawe, czy ktoś miał zamiar śledzić moje wytwory i się poddał.. (pewnie nie, bo kto czyta wiersze?)
Mogłabym usprawiedliwiać się, że miałam na głowie mnóstwo spraw uczelnianych i rodzinnych. Bo to prawda. Ale nie będę się usprawiedliwiać, bo zainspirowana postem* przyjaciela (którego blog zarekomenduję i zrecenzuję, jak tylko wzrośnie prawdopodobieństwo, że ktoś czyta Bzdety) miałam nie odkładać wszystkiego na później!
Więc, mimo że od więc się zdania nie zaczyna, oto wrzucam za chwil kilka wersję po troszku roboczą kolejnego posta, który zedytuję w najbliższej przyszłości, coby był bardziej profesjonalny (skan zamiast zdjęcia).
Ewentualnych wariatów, którzy czekali aż coś się tu zadzieje, przepraszam za zwłokę!
Wszystkich Czytelników pozdrawiam, niech Wen** będzie z Wami!
_________________________
*o, tym TUTAJ. Polecam przeczytać, daje do myślenia.
**o Wenie post się pisze, to taki bardzo humorzasty stwór, który przychodzi zazwyczaj wieczorem albo wtedy, gdy powinieneś robić coś cholernie ważnego, i każe ci zapełniać kartki lepszą lub gorszą twórczością, po czym równie niespodziewanie znika i tyle go widziałeś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz