wtorek, 15 listopada 2016

Start! - czyli co ja tu najlepszego wypisuję

Witaj, strudzony wędrowcze! Co Cię tu zagnało, jak pragnę zdrowia?!

Ten blog ma w adresie słowo wiersz. A kto teraz czyta wiersze, oprócz uczniów w szkole? Tym bardziej, kto je w tych czasach pisze?! Pewnie same zbuntowane dziewczynki, najczęściej z gimnazjum, które czują się niezrozumiane przez świat i bez ładu i składu wtłaczają w wersyfikacje swoje błahe problemy, okraszając je nadmiarem grafomańczych środków.

Jestem dwudziestoletnią dziewczynką.
Czy czuję się niezrozumiana przez świat? Czasem na pewno, ale kto z nas nie ma takich chwil.
Czy mam błahe problemy? Myślę, że to kwestia subiektywna.
Czy wtłaczam je w wersyfikację upstrzoną grafomaństwem? Poczytajcie i oceńcie, ja zawsze na pytanie nauczycieli „jaką ocenę byś sobie postawiła” dostawałam białej gorączki.


Co można znaleźć w tym moim małym kawałku internetu?

Wiadomo, jak wierszokleta to wiersze.
Wszystkie, jakie piszę? Dobry żart, wierszokleto. (zaczynam mówić do siebie, nie jest dobrze)

Publikowanie wierszy jest dla mnie dwojako problematyczne. Pierwszy, banalny problem to blokada i brak wiary w siebie tudzież w powodzenie moich przedsięwzięć. Sztampa. Ale jak już sobie człowiek coś tam skrobie od jakiegoś czasu, to ile można, cytując mojego kolegę z roku, czekać na recenzję od gadającej szuflady?
Drugi problem ma związek z charakterem liryki jako takiej. Otóż jest ona najbardziej osobistym dla autora rodzajem literackim (Matulu, pojawił się termin z lekcji polskiego. Ale nie uciekajcie, proszę!). Są wiersze na tyle dla mnie osobiste, dotykające na tyle prywatnych spraw, że póki co nie opublikowałabym ich. Ale o tym planuję napisać osobny post, bo ludzie zobaczą taki długaśny pierwszy wpis i uciekną, a nawet jeszcze nie widzieli terminu dwie linijki wyżej!

Poza wierszami, tytułowe bzdety - o wierszach. Inspiracjach, przemyśleniach, koncepcjach zrodzonych w mojej grafomańczej główce, problemach natury formalnej lub nie, jakie napotykam jako właściwie początkujący jeszcze wierszokleta. W formie komentarza, eseju (albo raczej pseudoeseju, bo żaden ze mnie intelektualista), może felietonu. Także rysunku, bo ostatnio obudził się we mnie rysownik, uśpiony od momentu, kiedy zdałam sobie sprawę, że od dziecka byłam okłamywana, że umiem rysować. Jak nazwa sugeruje, humorystycznie, z przymrużeniem oka, ale pewnie nie zawsze. Może nawet bzdetów będzie więcej niż wierszy, no bo kto czyta wiersze? A lifestylowe vlogi typu patrzcie, idę do kina cieszą się powodzeniem, więc może blog typu patrzcie, nie mam weny też się sprawdzi?

Last i chyba tym razem least, coś na tematy marynistyczne, czyli o przysłowiowej dupie Maryni (Co ta biedna Marynia komu zrobiła, że się wszyscy jej dupą posługują?) a może także o sprawach ważnych, ale nie związanych z poezją. A nuż popełnię jakieś tłumaczenia, na lingwistyce w końcu jestem.



Takie przynajmniej jest założenie tego bloga. A co z tego wyjdzie, zobaczymy.
Jeżeli nie zabił Was mój brak zwięzłości i umiłowanie wtrąceń w nawiasach, dziękuję za uwagę i zapraszam do dalszej lektury :) W najbliższym czasie postaram się wrzucić jakiś post.

Z ucałowaniem ekranu,
Zuza


I jeszcze odrobina prywaty:
ZOBACZ OLGA, WYSZŁAM Z SZUFLADY, BĄDŹ DUMNA! :D
Już.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz