piątek, 30 grudnia 2016

Ja i mój Wen

Uwaga uwaga, nadchodzi pierwsza (być może będą kolejne) durna koncepcja autorstwa Zuzanny B.
Zdarzyło mi się ostatnio w moim poście wstydu wspomnieć o takim zjawisku jak Wen.
Co to takiego, taki Wen*? Otóż jest to byt niematerialny, który przechadza się po tym łez padole i ma osobliwą właściwość, mianowicie natycha (to jest - prowokuje do działalności artystycznej) danego przedstawiciela grupy szeroko pojętych twórców - poetów, pisarzy, kompozytorów, malarzy, rzeźbiarzy w mydle, rysowników komiksów etc.

Mówiąc ogólnie, pożyteczne zwierzę z takiego Wena. Przyjdzie, pomoże skrystalizować wizję, dobrać odpowiednie słowo, zrymować coś ładnie. Trzeba przyznać, gdyby nie ten Wen, to człowiek na uszach by stanął a wierszydła nie napisał.

I jak już tak natchnie, to wszystko cudnie. Tyle tylko, że jest pewien szkopuł. Nasz Wen jest trochę jak Posterunkowy z Rodziny zastępczej - nigdy nie wiesz, kiedy wprosi się na herbatę. Albo do wanny (to częste u mnie). Nic go nie obchodzi, że masz jutro kolokwium z gramatyki albo że akurat jedziesz zatłoczonym pociągiem, a pan po lewej cały czas gapi się na Ciebie, co jest mało komfortową sytuacją, żeby wyjąć zeszyt i zacząć tworzyć. A potem, tak samo niespodziewanie jak wpadł, ucieknie, zostawi Cię z niedokończoną strofą i nawet nie powie "Zadzwonię". I tu nasza osobista tragedia, drodzy Twórcy, polega na tym, że jak nie złapiemy takiego Wena od razu, tylko stwierdzimy Jej, ale super pomysł, zrobię to, jak tylko będę mieć chwilę czasu! to w tym momencie, w większości przypadków, nasz super pomysł został utracony, bowiem Wen w swojej wrednej naturze nie będzie czekał na moment, w którym twórca znajdzie się w sprzyjających warunkach.
Przyczyny tak karygodnego zachowania naszego niematerialnego kolegi pozostają niepojęte. Może tak poinstruowała go Opatrzność, a może po prostu bestia ma nieznośny charakter i akurat w danej chwili miała taki kaprys. Kto wie? Ja nie, ale w pewnym momencie przyszła mi do głowy następująca koncepcja:

Taki jeden Wen, to (brzydko mówiąc) obskakuje kilku twórców. No a Wen, jakkolwiek materialny nie jest, to się nie rozdwoi, bo nie może albo mu się nie chce. Więc najpierw przychodzi do poety Iksińskiego, potem do malarki Igrekowskiej, a potem do kompozytora o wdzięcznym nazwisku Zet. Ilość czasu, jaki spędzi przy danym twórcy zależy tylko od Wena we własnej osobie. Więc jeśli twórczość artystyczna to ostatnie, w czym sie odnajdujesz, to pewnie dlatego, że dzielisz Wena z jakimś współczesnym Chopinem czy innym Witkacym, który szczęśliwie go przetrzymuje, i nie można mu nawet za to dać w twarz, bo przecież nie ma na to wpływu. Sorry Vinetou. W takim przypadku pędź zostać inżynierem albo informatykiem, i finansowo na pewno wyjdziesz na tym lepiej, niż jakiś podrzędny wierszokleta, któremu Wen każe dołożyć swoją cegiełkę do nieobjętego labiryntu internetu.**

Jeśli natomiast zajmujecie się czymś co wymaga szeroko pojętego natchnienia, założę się, że mieliście z humorami tej kreatury do czynienia przynajmniej raz. A obstawiałabym, że jednak więcej. Daje w kość, zgodzicie się? Ale cóż możemy zrobić? Pozostaje nam chyba tylko przywyknąć do dziwnych zwyczajów naszego niematerialnego kolegi, bowiem, tak jak napisałam wcześniej, bez Wena to nawet taki Wieszcz ani be, ani me, ani Litwo, ojczyzno moja.

Pisząc zaczątki tego posta o wpół do trzeciej w nocy utwierdziłam się w przekonaniu, że mój Wen to świnia. Nie dość, że spać mi nie daje, to jeszcze każe pisać o sobie! Egoista.

_____________________

*albo Wena.
Płeć naszego duszka natychacza jest całkowicie umowna, w końcu nie jest cielesny. Mój na przykład w tajemniczy podświadomy sposób przekazał mi tę informację i po prostu wiem, że jest Wenem. Tu zaznaczam, że nie zależy to w żadnym stopniu od tego, czy preferujemy chłopców czy dziewczęta, przykładowo, mój znajomy twórca twierdzi, że ma Wenę, a na randki umawia się wyłącznie z chłopcami ;). Proszę nie mylić Wena/Weny z Muzą (albo.. Muzem?). To całkowicie odrębne pojęcia.
**Tutaj pozostaje jeszcze zagwozdka, czy umysły ścisłe przypadkiem też nie mają jakiegoś Wena? Może innego gatunku? A może to taki sam Wen? A właściwie, to świat nie dzieli się zero-jedynkowo na umysły ścisłe i humanistyczne, więc może to pytanie nie ma racji bytu. Jak najprędzej skonsultuję te kwestię z jakimś umysłem bardziej ścisłym niż mój, najchętniej przy dobrej kawie, piwie lub naleśnikach.

czwartek, 15 grudnia 2016

Typowy outfit wierszoklety

Stroje, stroje, stroje..

Są różne stroje związane z wykonywanymi zajęciami. Żołnierze mają mundury, uczniowie drogich angielskich szkół - mundurki, korpoludki - garniturki a tłumacz-freelancer jest jak Jedi, bo pracuje w szlafroku.

Ja natomiast jako student przyodziewam strój typowy dla pospolitego mugola (niestety list z Hogwartu nie dotarł do tej pory), jako pracownik kawiarni paraduję w cieplutkim granatowym polarku sygnowanym naszym logo, a kiedy zasiadam do tworzenia, najczęściej wyglądam jak na załączonym obrazku (oczywiście nie muszę precyzować, o którą wersję chodzi):


Myślę, że nie tylko mnie Wen zastaje w tego typu ubiorze. Zapraszam do podzielenia się w komentarzu opisami Waszych ulubionych kreacji do uprawiana swojej pasji.



PS Post będzie edytowany, zamiast tego średniej jakości zdjęcia pojawi się skan. Po prostu muszę wstawić go już, bo to aż wstyd, że tak długo nic się tu nie dzieje!

środa, 14 grudnia 2016

Pokajany wierszokleta, czyli nie umarłam!

O ile refleksja, że jestem beznadziejnym wierszokletą nachodzi mnie czasem i zależy od stanu ducha, ilości snu w nocy, dnia cyklu menstruacyjnego i kąta padania promieni słonecznych, to zdecydowanie mogę stwierdzić, że jestem beznadziejnym blogerem.

Nie ma to jak założyć bloga, napisać 2 posty, po czym nie wstawiać nic przez prawie miesiąc! Ciekawe, czy ktoś miał zamiar śledzić moje wytwory i się poddał.. (pewnie nie, bo kto czyta wiersze?)

Mogłabym usprawiedliwiać się, że miałam na głowie mnóstwo spraw uczelnianych i rodzinnych. Bo to prawda. Ale nie będę się usprawiedliwiać, bo zainspirowana postem* przyjaciela (którego blog zarekomenduję i zrecenzuję, jak tylko wzrośnie prawdopodobieństwo, że ktoś czyta Bzdety) miałam nie odkładać wszystkiego na później!

Więc, mimo że od więc się zdania nie zaczyna, oto wrzucam za chwil kilka wersję po troszku roboczą kolejnego posta, który zedytuję w najbliższej przyszłości, coby był bardziej profesjonalny (skan zamiast zdjęcia).

Ewentualnych wariatów, którzy czekali aż coś się tu zadzieje, przepraszam za zwłokę!
Wszystkich Czytelników pozdrawiam, niech Wen** będzie z Wami!

_________________________

*o, tym TUTAJ. Polecam przeczytać, daje do myślenia.

**o Wenie post się pisze, to taki bardzo humorzasty stwór, który przychodzi zazwyczaj wieczorem albo wtedy, gdy powinieneś robić coś cholernie ważnego, i każe ci zapełniać kartki lepszą lub gorszą twórczością, po czym równie niespodziewanie znika i tyle go widziałeś.

środa, 16 listopada 2016

Dobranoc

Zacznę publikowanie po Bożemu, od wiersza. Żeby nie było, że niby poeta-wierszokleta, a wiersza ani pół.

Właściwie ten wiersz nie ma określonego adresata, ale pozwolę sobie zadedykować go osobie, której kilkakrotnie wysyłałam wiersze na dobranoc, ot, na dobry sen. Oczywiście nigdy do tej pory swoje.



Dobranoc


Dobranoc
Niech muzyka sfer niebieskich do snu Cię kołysze
Wplatając swe akordy w nieprzebraną ciszę

Niech oczy Twe odpoczną w mlecznej powiek pierzynie
Jak księżyc osłonięty chmurką, co przypłynie

Niech oddech Twój się stanie spokojny i miarowy
Jak fale oceanu przed nastaniem nowiu

Niech Twoja myśl odpłynie w piękny kraj spoza świata
Jak na uśpioną łąkę słowik w noc przylata

A jutro zbudź się z sercem harmonią wypełnionym
By zacząć dzień z uśmiechem patrząc w nieboskłony

wtorek, 15 listopada 2016

Start! - czyli co ja tu najlepszego wypisuję

Witaj, strudzony wędrowcze! Co Cię tu zagnało, jak pragnę zdrowia?!

Ten blog ma w adresie słowo wiersz. A kto teraz czyta wiersze, oprócz uczniów w szkole? Tym bardziej, kto je w tych czasach pisze?! Pewnie same zbuntowane dziewczynki, najczęściej z gimnazjum, które czują się niezrozumiane przez świat i bez ładu i składu wtłaczają w wersyfikacje swoje błahe problemy, okraszając je nadmiarem grafomańczych środków.

Jestem dwudziestoletnią dziewczynką.
Czy czuję się niezrozumiana przez świat? Czasem na pewno, ale kto z nas nie ma takich chwil.
Czy mam błahe problemy? Myślę, że to kwestia subiektywna.
Czy wtłaczam je w wersyfikację upstrzoną grafomaństwem? Poczytajcie i oceńcie, ja zawsze na pytanie nauczycieli „jaką ocenę byś sobie postawiła” dostawałam białej gorączki.


Co można znaleźć w tym moim małym kawałku internetu?

Wiadomo, jak wierszokleta to wiersze.
Wszystkie, jakie piszę? Dobry żart, wierszokleto. (zaczynam mówić do siebie, nie jest dobrze)

Publikowanie wierszy jest dla mnie dwojako problematyczne. Pierwszy, banalny problem to blokada i brak wiary w siebie tudzież w powodzenie moich przedsięwzięć. Sztampa. Ale jak już sobie człowiek coś tam skrobie od jakiegoś czasu, to ile można, cytując mojego kolegę z roku, czekać na recenzję od gadającej szuflady?
Drugi problem ma związek z charakterem liryki jako takiej. Otóż jest ona najbardziej osobistym dla autora rodzajem literackim (Matulu, pojawił się termin z lekcji polskiego. Ale nie uciekajcie, proszę!). Są wiersze na tyle dla mnie osobiste, dotykające na tyle prywatnych spraw, że póki co nie opublikowałabym ich. Ale o tym planuję napisać osobny post, bo ludzie zobaczą taki długaśny pierwszy wpis i uciekną, a nawet jeszcze nie widzieli terminu dwie linijki wyżej!

Poza wierszami, tytułowe bzdety - o wierszach. Inspiracjach, przemyśleniach, koncepcjach zrodzonych w mojej grafomańczej główce, problemach natury formalnej lub nie, jakie napotykam jako właściwie początkujący jeszcze wierszokleta. W formie komentarza, eseju (albo raczej pseudoeseju, bo żaden ze mnie intelektualista), może felietonu. Także rysunku, bo ostatnio obudził się we mnie rysownik, uśpiony od momentu, kiedy zdałam sobie sprawę, że od dziecka byłam okłamywana, że umiem rysować. Jak nazwa sugeruje, humorystycznie, z przymrużeniem oka, ale pewnie nie zawsze. Może nawet bzdetów będzie więcej niż wierszy, no bo kto czyta wiersze? A lifestylowe vlogi typu patrzcie, idę do kina cieszą się powodzeniem, więc może blog typu patrzcie, nie mam weny też się sprawdzi?

Last i chyba tym razem least, coś na tematy marynistyczne, czyli o przysłowiowej dupie Maryni (Co ta biedna Marynia komu zrobiła, że się wszyscy jej dupą posługują?) a może także o sprawach ważnych, ale nie związanych z poezją. A nuż popełnię jakieś tłumaczenia, na lingwistyce w końcu jestem.



Takie przynajmniej jest założenie tego bloga. A co z tego wyjdzie, zobaczymy.
Jeżeli nie zabił Was mój brak zwięzłości i umiłowanie wtrąceń w nawiasach, dziękuję za uwagę i zapraszam do dalszej lektury :) W najbliższym czasie postaram się wrzucić jakiś post.

Z ucałowaniem ekranu,
Zuza


I jeszcze odrobina prywaty:
ZOBACZ OLGA, WYSZŁAM Z SZUFLADY, BĄDŹ DUMNA! :D
Już.