piątek, 17 lutego 2017

Wiersz biały

Oto wróciłam.
Pokonałam potwora na S., nawet zdałam wszystko i to nawet z całkiem zadowalającymi wynikami. Od czasu mojego ostatniego posta zdążyłam również spożytkować tydzień ferii na życie towarzyskie oraz pracę, po czym pochorować się na zapalenie gardła oraz ucha.

Muszę przyznać, że w owym wolnym czasie zaniedbałam moją twórczość około- i czysto poetycką. Mój Wen bowiem był zajęty natychaniem mnie do całkiem innego zajęcia - rysowania. Inspiracji dostarczył mi kolega z pracy, który to od pewnego czasu pasjonuje się formą rysunku zwaną doodle art, i jak widać udało mu się zyskać sympatyka w mojej osobie. Chodziło mi nawet po głowie, żeby wstawić tu kilka moich bazgrołków (nie jest to stricte doodle art, ale takie cuś) ale stwierdziłam, że nie ma to większego sensu, bo nijak nie ma to nic wspólnego z tematyką bloga, a właściwie przydałoby się mieć tu trochę więcej, niż jeden łysy wiersz.

Oto i wiersz.
Wiersz napisany na ławce w parku, podczas powrotu do domu w pewne majowe popołudnie. Wiersz napisany całkiem spontanicznie, pod wpływem otaczającej mnie przyrody, pod wpływem chwili i w jedną chwilę, za jednym podejściem, nie poprawiany później, nie wzbogacony o ani jeden detal.


Wiersz biały

Siedzę w parku i piszę wiersz
Biały jak ten puch opadły z topoli
Ptasie ballady w odmętach gałęzi
Szum liści
Ulica śpiewająca w oddali jak te ptaki
Zakątek prawie poza światem
I nastrój burzy jedynie ekran mojego smartfona
Bo nie wzięłam ze sobą zeszytu

Z boku patrzy posąg dawnych męczenników
Postawiony ku pamięci
Patrząc na zmorzone wiecznym snem stare gazownie
Chciałabym tu zostać na dłużej

Choć do szczęścia zdałby się jeszcze ktoś
Do wspólnej kontemplacji topolego puchu i starych gazowni
Jest miło
Ławka staje się ustroniem
Rozrosła brzoza niedowidzącym strażnikiem ciszy
Którą z rzadka zmąci ktoś nieproszony

Jak pobliski mur rozpada się poczucie czasu
I trzeba już wracać
Do hałasu codzienności
(Już teraz wrony zdają się krakać głośniej
Nawołując mnie do powrotu)

Więc żegnajcie gazownie, ławko i ty, stara brzozo
Dziś posiadłam was jak Chopin swą wierzbę czy Kochanowski swój Czarnolas
Powrócę być może niedługo
Sklecić kilka nowych zdań, może tym razem rymowanych

A może z kimś innym za rękę
A może jednak pozostawię to miejsce moim
Żegnajcie więc gazownie, ławko i brzozo
Powrócę